10 utworów, które budzą we mnie zwierza ;) + coldplayowy bonus!

Po co miałabym chcieć obudzić w sobie zwierza?

Kiedy mam na głowie dużo spraw, nienależących raczej do przyjemnych, kiedy jestem sfrustrowana, poirytowana i po prostu wściekła na cały świat, jedynym lekarstwem jest muzyka. No, ewentualnie długa kąpiel, albo czekolada, ale to pierwsze zabiera dużo czasu, a to drugie staram się ostatnio ograniczyć z powodów, jakby to ująć, estetycznych. ( No bo która z nas nie ma kompleksów? 😉 )

Każdemu zdarzają się gorsze momenty.

from facebook.com

Kiedy wracam do domu autobusem, po wyjątkowo ciężkim dniu albo dopiero jadę do szkoły, zła jak osa, myśląc sobie, jak bardzo nie lubię tych (obcych mi przecież) ludzi, chociaż nic mi nie zrobili, zakładam słuchawki i wciskam ‚play’. Czy słucham muzyki uspokajającej, czegoś w stylu składanek do medytacji? A skąd!

Jak jestem zła to słucham ‚złej’ muzyki, co w tym przypadku oznacza, że są to dźwięki, które wprawiają mnie w bojowy nastrój. Po dawce takich utworów jestem gotowa do wszystkiego. Potrafię spojrzeć na dziewczynę, która mnie ewidentnie obgaduje i nie spuszczać wzroku, dopóki ona tego nie zrobi. Potrafię uśmiechać się i bezczelnie patrzeć na nieznajomego chłopca siedzącego na przeciwko (przypominającego Alexa z Franza Ferdinanda) i wcale nie czuję się zawstydzona.

Na pewno każdy z Was ma takie momenty, że chciałby uderzyć w coś albo kogoś. Chcielibyście się po prostu wyładować. Najlepszym sposobem jest posłuchanie ostrej muzyki. Piosenki, które przedstawię niżej, nie są ‚ostre’ ze względu na heavymetalowe brzmienie. Niektóre są mocno rockowe, niektóre są bardzo klimatyczne i psychodeliczne. Wiecie o co chodzi. Idziecie przez miasto z taką muzyką na uszach i czujecie się lepsi od innych. Pewniejsi siebie. To nie jest złe. Każdy potrzebuje od czasu do czasu poczuć się dowartościowanym, być ‚groźnym’, jak zwierz. To moja osobista lista utworów ‚zwierzobudzących’. No i oczywiście, wszystkie to moje ulubione.

Kolejność przypadkowa.

The Kills    U R A Fever

Jeden z najbardziej seksownych i lepkich kawałków, jakie w życiu słyszałam. Klip składa się z bardzo pomysłowo nakręconych scen, przedstawiających wspaniałego Jamiego Hince’a i moją największą inspirację – nieziemską Alison Mosshart (to ona jest na zdjęciu w nagłówku). To cały zespół The Kills. Na pewno zrobię o nich osobny post. Ich historia jest bardzo ciekawa i… romantyczna 🙂 To dwójka przyjaciół, ale wszyscy myślą, że byli kochankami (teraz Jamie jest mężem Kate Moss). Chemia między nimi jest wręcz nieziemska.

A U R A Fever? Po raz pierwszy usłyszałam jego instrumentalną wersję w serialu Plotkara. Melodia i gitarowe riffy wbiły mnie w fotel. Ale dopiero po usłyszeniu wersji z tekstem, wiedziałam, że to jeden z moich NAJ NAJ. Absolutny numer jeden na liście „Podnieś swoje poczucie wartości”.

Jestem gorączką,

Jestem gorączką.

Nie urodziłem się

typowym.

Czy muszę dodawać coś jeszcze?

The Dead Weather   The Difference Between Us

Jak już wspomniałam wyżej, Alison to moja największa inspiracja. Można powiedzieć, że to moja idolka, chociaż nie lubię tego słowa. Oprócz tego, że gra w The Kills, założyła z Jackiem Whitem zespół The Dead Weather. Nagrali dwie płyty, obie bardzo, bardzo dobre. The Difference… to jedna z ich najlepszych piosenek. Tekst jest trochę… niegrzeczny. Alison jest trochę niegrzeczna 😉 A muzyka nastraja tak, że naprawdę mamy wrażenie, jakbyśmy mogli wszystko. Zwróćcie uwagę na elektroniczny wstęp. Za każdym razem mam takie ciarki na plecach, że aż mi świeczki w oczach stają 🙂

The Dead Weather    Treat Me Like Your Mother

Tutaj to dopiero jest zabawa. O Boże, jak ja kocham ten kawałek. Super seksowna Alison i super seksowny Jack. Oboje ubrani w skórzane kurtki. Trzymają w dłoniach karabiny. Idą w przeciwnych kierunkach, plecami do siebie. Melodia przyspiesza. Odwracają się.  Idą w swoim kierunku, zaczynają strzelać. A ja chcę być dziewczyną Jacka i Alison jednocześnie. I najlepiej iść z obydwojgiem do łóżka.

Kasabian   Switchblade Smiles

Czyli „Sztylet się uśmiecha”. To utwór z najnowszej (i jak dla mnie najlepszej) płyty mojego ukochanego zespołu, pt. Velociraptor. Jest to prawdopodobnie najcięższy kawałek jaki nagrali. Klip jest prosty, ale bardzo wyrazisty i idealnie pasujący do piosenki. Jest nawet klasyczna scena demolki. Wszystko utrzymane w biało-czarnej kolorystyce (momentami pojawia się czerwień). Utwór wręcz wrzyna się w umysł. Ale to nie koniec piosenek Kasabian w tym poście 🙂

Kasabian    Vlad the Impaler

Utwór mówi o Władzie Palowniku, czyli Draculi (był inspiracją do filmu). To historyczna postać, wołowski hospodar. Według legendy był niezwykle okrutny.  Praktykował np. gotowanie żywcem swoich wrogów, czy wbijanie na pal matek i przybijanie do ich piersi niemowląt. Utwór to w zasadzie jego wypowiedź w pierwszej osobie. Po raz kolejny panowie udowodnili, że nie tylko czują rocka (i idealnie łączą go z elektroniką), ale także, że są kreatywni i mają świetne pomysły na scenariusze teledysków. Klip, który stworzyli do tego utworu jest świetny. Przedstawia fabułę z Władem w roli głównej, jest mroczny, momentami drastyczny, a postać Palownika została wspaniale odtworzona.  Kocham.

Bauhaus    Bela Lugosi’s Dead

Skoro już jesteśmy przy Draculi. Bela Lugosi to aktor, który stworzył klasyczny wizerunek wampira. Wczuł się w to tak bardzo, że pod koniec życia całkiem mu się pomieszało i na prawdę myślał, że jest Draculą. Został nawet pochowany w stroju, w którym odgrywał tę rolę. Wariat, nie wariat. Dla mnie najważniejsze, że stał się inspiracją do moje ulubionej piosenki gothrockowego zespołu – Bauhaus. Długi, bo prawie 10 minutowy utwór jest mroczny, psychodeliczny. Głos Petera Murphyego niesamowicie wyraża emocje. Dla mnie to absolutny majstersztyk.

Może oglądaliście serial Sekretny dziennik call girl? To właśnie w nim po raz pierwszy usłyszałam Bele i od razu się zakochałam. Polecam. Serial i piosenkę, oczywiście. Tylko nie słuchajcie jej za dużo, jeśli naprawdę macie doła. A już na pewno dajcie sobie z tym spokój, kiedy idziecie sami ciemna ulicą. Wiem, bo przerobiłam. Paranoja gotowa. Kark bolał mnie przez cały kolejny dzień, tak intensywnie się za siebie oglądałam. Ale na spacer po mieście, w biały dzień – jak najbardziej tak. A że ludzie będą się zastanawiać skąd u was ten wzrok szaleńca? Kto by się tym przejmował! 🙂

Cool Kids Of Death    Butelki z Benzyną i Kamienie

Rzadko przedstawiam na blogu polską muzykę, ale ten utwór idealnie nadaje się na tą listę. Nie ma co dużo opisywać. „Mamy butelki z benzyną i kamienie, wymierzone w ciebie.” To chyba dość jasny przekaz 🙂 Ah, ta energia młodego buntownika. Cool Kidsi rządzą!

The Rolling Stones   Play With Fire

Hipnotyzujący utwór, który Mick Jagger napisał, gdy spotykał się z pewną dziewczyną z wyższych sfer. Wiadomo. Stonesi = Mistrzowie. Spokojna melodia, ale nie o tempo tutaj chodzi.

But don’t play with me

‚Cause you play with fire.

Jak Jagger śpiewa, żeby z nim nie pogrywać, to się z nim nie pogrywa i już.

The Runaways    Cherry Bomb

W życiu nie myślałam, że mogę polubić zespół rockowy złożony wyłącznie z kobiet. A potem usłyszałam Runaways. Cherry Bomb jest wręcz demoralizujące. Nie trzeba nawet rozumieć słów. Sam ich wydźwięk, sama melodia sprawia, że mamy ochotę iść na imprezę i zachowywać nie do końca przyzwoicie.

Depeche Mode    John The Revelator

Depeche to kolejni, a w zasadzie pierwsi mistrzowie w łączeniu rocka z elektronicznymi brzmieniami. A David Gahan jest takim niegrzecznym chłopcem 😉 W sumie już nie chłopcem, ale wciąż sprawia, że kobiety wpadają w histerię, kiedy na koncertach, w miarę upływu czasu i piosenek, zaczyna się rozbierać. A biodrami porusza tak, że sama Shakira mogłaby mu pozazdrościć. I właśnie dlatego zdecydowałam się wstawić tutaj nagranie z koncertu. Oj budzi się zwierzę, budzi.

Ale ponieważ podczas śpiewania John… Dave jest wciąż ubrany (to chyba dopiero drugi utwór na setliście), wstawiam jeszcze jedno nagranie, z tego samego koncertu. Sztandarowe (obok Enjoy The SIlence, oczywiście) Personal Jesus.

Dave, ty jesteś moim Personal Jesus.

No to goła klata najpierw, a John The Revelator, o którym pisałam, jeszcze niżej 😀

Ja chcę go dla siebie.

I jak? Poczuliście chęć do zrobienia czegoś nieodpowiedzialnego, szalonego, wpędzającego Waszych rodziców do grobu? Jeśli tak, to jestem z Was dumna! 🙂

A teraz bonus. Coldplayowy bonus 🙂 W końcu tak bardzo rozentuzjazmowałam się ich koncertem. Ale Wy chyba też 😉

Źródło: BritishPower

Po 9 latach w końcu doczekamy się następnego koncertowego albumu i DVD zespołu Coldplay. Już 19 listopada 2012 premiera niezwykłego wydawnictwa „Coldplay Live 2012″, które dokumentuje Mylo Xyloto World Tour. Dla osób, które były na koncercie Coldplay na Stadionie Narodowym w Warszawie jest to pozycja obowiązkowa 🙂 Reszta fanów też powinna zapolować, bo zwiastun jest niesamowity!

Album Live 2012 będzie dostępny jako DVD/CD, Blu-ray, a także cyfrowo.
Coldplay Live 2012

Oficjalny zwiastun:

Chris Martin na temat Live 2012:

Trasa koncertowa Mylo Xyloto była największą zabawą, jaką doświadczyliśmy jako zespół. To było bardzo uskrzydlające od samego początku, częściowo dlatego, że jesteśmy dumni z muzyki, opasek LED na rękę, pirotechniki, laserów i wszystkich tych rzeczy, ale głównie ze względu na niesamowitą publiczność, dla której graliśmy. Z biegiem lat, nasz tłum staje się coraz bardziej częścią samego koncertu. Fani są głośni, zróżnicowani, pełni emocji i sprawiają, że piosenki brzmią o wiele lepiej niż gdybyśmy śpiewali sami. Chcieliśmy spróbować uchwycić to niesamowite uczucie, stąd nasz koncertowy film.

Film został wyreżyserowany przez Paula Dugdale. Live 2012 zawiera materiał z koncertów Coldplay na Stade de France w Paryżu, Bell Centre w Montrealu i zeszłorocznym triumfie Pyramid Stage na Glastonbury Festival.

Buziaki… zwierzaki 😀 ;*

Reklamy