Wspomnienia z niepamięci – odsłona I

Moja ulubiona pora roku, w tym roku będzie jeszcze ulubieńsza, a to za sprawą nowego albumu Artura Rojka. Stęskniłam się za nim bardzo, odkąd już nie zdziera sobie gardła na „Peggy Brown”, więc informacja, że wiosną ma się ukazać jego solowy album ucieszyła mnie niezmiernie. Rojek jest moim osobistym bogiem w moim małym muzycznym raju.

Artur Rojek. To dla mnie nie tylko nazwisko świetnego artysty i organizatora Off Festivalu. Nawet teraz, kiedy wystukuję je na klawiaturze i powtarzam przy tym w myślach, z wyraźnym zaznaczeniem każdego „r”, przypominam sobie czas, kiedy życie było dla mnie bardzo proste i moje poczucie szczęścia ograniczało się do leżenia na podłodze przy grzejniku, bo była mroźna zima, słuchania muzyki, najczęściej z własnych zbiorów, chyba, że w Trójce leciała jakaś typowo muzyczna audycja, pamiętam, że kochałam się wtedy w Offensywach i popijania czerwonej herbaty z grejpfrutem, a zmartwienia były takie błahe, że nawet ich nie pamiętam. Rany, ten grzejnik i ta herbata, to było już prawie 6 lat temu.

I moje serce było wtedy bez najmniejszej ryski nawet, nie tylko przez to, że jeszcze nie znałam życia, ale też przez to, że istniało Myslovitz. I mówcie co chcecie. To, co jest teraz, z całą moją sympatią dla chłopaków i dla Kowalonka – to nie jest Myslo. No. A potem to już miałam serducho w kawałkach. Ryczałam jak bóbr, podczas Offensywy poświęconej w całości Myslovitz, po tym, jak Rojek odszedł. To brzmi, jakby on umarł, prawda? Ale wtedy nawet Piotrek Stelmach, mam wrażenie, prowadził tą audycję, jakby tak było. Powtarzał co chwilę takim smutaśnym głosem: „Proszę Państwa, to jest już oficjalna wiadomość, Artur Rojek nie jest już członkiem zespołu Myslovitz.” A ja myślałam, że się zapłaczę na śmierć 🙂

A teraz, wpadłam na pomysł kolejnego cyklu (link do pierwszej odsłony I adore! tutaj). „Wspomnienia z niepamięci” to tytuł książki Gustawa Holubka, którą przeczytałam po tym, jak Wojtek Powaga z Myslo gdzieś ją polecał.  I ja też bardzo polecam, bo piękna jest. Więc o czym będą „Wspomnienia z niepamięci”?

Straszny ze mnie melancholik. I jak już mnie taka melancholia dopadnie, czyli często dość, to zbiera mi się na wspominki. Nieraz jeden dźwięk, zapach albo obraz są w stanie wywołać u mnie jakby cały stan, w którym byłam kiedyś w przeszłości. To znaczy, że tak jak teraz, po przeczytaniu nazwiska Artur Rojek, nagle czuję ciepły grzejnik za plecami, smak i zapach czerwonej herbaty, czuję to jak byłam wtedy ubrana, o czym myślałam, czuję swój nastrój i w ogóle czuję się, jakbym się dosłownie cofnęła w czasie. I jeśli cofnę się do czegoś, co będzie dobre do opisania tutaj, pojawi się kolejna odsłona.

U mnie pamięć jest bardzo zawodna jeśli chodzi o jej praktyczne i codzienne zastosowanie. Ale jeśli chodzi o pamięć o jakiej pisał Proust, czyli tą opartą na odczuciach i uczuciach, to moja jest mistrzowska.

Oprócz tej herbaty i całej reszty, pamiętam to zdjęcie obok, które wtedy miałam chyba na wyświetlaczu w telefonie jako tapetę i wykonanie live piosenki „Dla Taty”, Mojego Najukochańszego Zespołu Który Jest  Poza Rankingiem (I nie wiem, czy poza rankingiem na równi z nim nie postawić też Myslovitz. Chyba postawię… Tak. Na równi jest Myslovitz, które też zdecydowanie jest poza wszelkim konkursem, bo wygrywa wszystko nawet bez niego), czyli Lenny Valentino, którego Artur był wokalistą i założycielem i o którym na milion procent napiszę, ale muszę na to dużo czasu poświęcić, bo jak się pisze o czymś, co nam tak zamieszało w uczuciach, że aż się robiło słabo i się płakało i śmiało jednocześnie podczas słuchania w kółko jednej płyty, to się chce to zrobić perfekcyjnie. Ferie tuż, tuż  🙂 Z tej płyty jest moja ulubiona i bezsprzecznie NAJPIĘKNIEJSZA piosenka na świecie. Ale o niej napiszę w poście o Lenny Valentino, który już niebawem.

A tymczasem absolutny terminator jeśli chodzi o uczucia włożone w śpiewanie. Jemu drży głos, a mnie drży normalnie wszystko. „Dla Taty” i mój magiczny Rojek. Kiedy go słucham, to naprawdę czuję, jakby był mój. Głupie to, ale czy ktoś powiedział, że to, co czujemy przy odbieraniu muzyki czy jakiejkolwiek innej formy sztuki, ma być mądre? 🙂

Czy któraś z Was, dziewczyny, chciała kiedyś być żoną jakiegoś muzyka?…  Ja chciałam tylko być żoną Rojka. Dalej chcę 😉

Peggy