I adore! – odsłona I

Dzisiaj dopadła mnie w ciągu dnia straszliwa nuda. Chcąc się ratować od popadnięcia w rozpacz, zaczęłam przypominać sobie, co takiego w ostatnim czasie mnie w jakiś sposób zachwyciło, a przynajmniej przyciągnęło moją uwagę na dłużej. Okazało się, że jest tego całkiem sporo. Pomyślałam więc, że mogłabym co jakiś czas robić listę kilku rzeczy, którymi ostatnio żyję. Będą to muzyka, filmy, książki, wydarzenia i pewnie nieraz też coś zupełnie bez sensu, co normalnego człowieka raczej nie zachwyca, a przynajmniej nie w takim stopniu jak mnie. Myślę, że coś z listy na pewno Was zainteresuje.

Odcinek numer jeden! 🙂

  1. Al Pacino!

jako Michael Corleone, „Ojciec chrzestny”

W czasie świątecznej przerwy oczywiście dużo czasu spędzałam z rodziną, nadrabiałam rożne zaległości w obowiązkach, ale także dużo czasu poświęciłam na przyjemności. Tym razem padło na oglądanie filmów. I chociaż filmy z Alem znam od dawna, to dopiero teraz się w nim zakochałam. Zrobiłam sobie powtórkowy maraton z całą serią „Ojca Chrzestnego” (a to nie są krótkie filmy, oj nie) i już w trakcie pierwszej części zaczęłam się na serio zastanawiać nad filologią włoską, jako moim kierunkiem studiów oraz obiecałam sobie, że przeczytam książkową trylogię, bo czytałam już „Rodzinę Borgiów” Mario Puzo i jest świetna.

Wiedzieliście, że tak właściwie nikt nie chciał Pacino w obsadzie? Stał się sławny dopiero po Ojcu Chrzestnym, a cała ekipa zaakceptowała go tak naprawdę dopiero po tym, jak odegrał scenę w restauracji. Mnie szczęka opadła. Widz wie co się stanie, ale nie zmniejsza to napięcia. Wręcz przeciwnie. Obserwując młodego Corleone i czekając na jego kolejny ruch można normalnie dostać zawału, do samego końca siedzi się jak na szpilkach.  Za tą jedną scenę odbieram wszystkie Oscary „Titanicowi” i wręczam je panu Pacino.

jako Szatan, „Adwokat Diabła”

Obejrzałam też znowu Adwokata Diabła” i po raz kolejny patrzyłam w ekran jak zahipnotyzowana, chociaż znam ten film na pamięć, ale sceny z monologami Szatana… Jeśli Diabeł tak wygląda, to rzeczywiście nie jest taki straszny, jak go malują 🙂 Ale, przede wszystkim, obejrzałam znowu „Zapach kobiety”. I przewijałam chyba z pięć razy scenę tanga.

             Jeśli nie widzieliście tego filmu, obejrzyjcie obowiązkowo! Poniżej właśnie kultowa scena z tańcem (przypominam, że porucznik grany przez Pacino, jest osobą niewidomą). Jeśli ktoś tak kiedyś mnie poprowadzi na parkiecie, to nie spocznę dopóki nie zostanę żoną tego kogoś. Piękne, piękne, piękne. Końcowe przemówienie porucznika wygrywa wszystko. A ja od sceny pierwszej do sceny ostatniej śmieje się, albo płaczę. Film z resztą jest w moim prywatnym TOP 10, tak jak trylogia „The Godfather” i „Adwokat”.  Cała reszta filmów z Pacino (i z Robertem De Niro także) czeka w kolejce do obejrzenia po raz pierwszy albo po raz kolejny już. „Człowiek z blizną” jest na szczycie tej listy.

„Scarface”

A Al Pacino to mój ideał mężczyzny teraz. Panowie, poprzeczka jest wysoko. Jeśli nie macie wyrazu twarzy mafiozy, nie jesteście złymi chłopcami z żelaznymi zasadami, nie chodzicie z bronią, nie nosicie na co dzień garnituru i nie jesteście Włochami – nawet na mnie nie patrzcie 😀

Tango z „Zapachu kobiety”

Al Pacino nie był w stanie nauczyć się choreografii i w końcu zaproponował, że na podstawie tego, co już umie, będzie improwizował. Dziewczyna, która jest zawodową tancerką, pozwoliła mu się poprowadzić i właśnie tą improwizację widzimy w filmie.

           2. „Przyjaciółka z młodości”

IMG_20131004_162342-Kopiowanie-698x502


fragment, który czytałam akurat dzisiaj, w drodze do domu

 Jeśli chodzi o mnie, jako czytelnika, to przez całe dzieciństwo czytałam noc stop, nie raz dostało mi się za to, że czytałam, zamiast spać albo się uczyć,  a teraz jest tak, że albo czytam to, co muszę, albo czytam niewiele. Ale. Mam czasem takie „zrywy”, że po prostu mam ochotę wykupić pół księgarni i nie tylko wszystkie te książki przeczytać, ale przede wszystkim głaskać je, układać na półce, patrzeć na nie, czuć, że je mam 🙂 W tym momencie czytam „Przyjaciółkę z młodości”, którą dostałam pod choinkę. To książka noblistki, Alice Munro. Zbiór 10 opowiadań. Przeczytałam jak na razie trzy, wszystkie w czasie jazdy autobusem i mam wrażenie, że każde z nich pisane jest innym stylem i językiem, co jest naprawdę super. Dostajemy nie tylko ciekawe historie, ale chyba przede wszystkim, ciekawe ludzkie emocje, charaktery, punkty widzenia, prawdopodobne scenariusze życia. I oprócz tego, książka bardzo ładnie wydana, lubię na nią popatrzeć i potrzymać w ręku. Nie wiem, może to się zalicza do jakichś dziwnych… upodobań 😀 Ale chyba każdy, kto lubi książki tak ma.

         3.  Piosenki, przy których wydaje mi się, że jestem Shakirą i generalnie to władam całym światem i każdy na mnie patrzy i myśli „wow”… Ahahahahaha 😀

mam kolegę, który tańczy jak pan w koszuli, przy czym wskazuje na mnie palcem i krzyczy „Tańczę dla ciebie!!”

Ostatnim czasem impreza goni imprezę, Sylwester, Studniówka, ostatnie osiemnastki w minionym już roku. I się rozbrykałam dość. Wciąż mam mam ochotę wyjść i tańczyć, a z moimi koleżankami, które znają wszystkie układy The Pussycat Dolls i Beyonce, impreza jest naprawdę dobra 🙂

Kiedy jest się na parkiecie, to jest moment, w którym zaczyna grać jakiś kawałek, słyszy się pierwsze dźwięki i człowiek zamienia się w dzikie zwierzę. Niektórzy tańczą jakiś koślawy break dance, niektórzy tańczą na tzw. „studenta polibudy” – skaczą i „uderzają” podniesionymi rękami powietrze, w rytm piosenki, zazwyczaj techno. A ja należę do tych, którym włącza się tryb „Shakira”. Dlatego też, najlepiej tańczy mi się do muzyki, która ma w sobie jakiś element pozwalający mi na troszkę bardziej wyraźne niż zazwyczaj kręcenie biodrami 🙂 Nie żebym nie kręciła nimi do całej reszty, nie, ja kręcę zawsze 😀 Ale do niektórych kawałków po prostu nie da się nie kręcić tak, że potem się przez tydzień te biodra i cały brzuch generalnie czuje.

To są niektóre z kawałków, które jak słyszymy z dziewczynami, to choćbyśmy były nie wiem jak zmęczone i nie wiem gdzie siedziały/ leżały/ wisiały?…, zawsze się zbierzemy i w sekundzie jesteśmy na parkiecie.

I. JEST. EPICKO. 😀

        4. Wino mojego dziadka

Bo jest pyszne i mam do niego stały dostęp i polubiłam ostatnio pić wino i podobno jest dobre na trawienie i kto bogatemu zabroni ;p Nie jestem alkoholikiem.

Alkoholicy chodzą na spotkania AA, a ja nie chodzę, no nie?

       5. Perfumy Midnight Heat od Beyonce

Dostałam je od mojego taty jakiś czas temu i używam ich bez przerwy. Są tak piękne i tak dobrze się w nich czuję, że już dałam tacie do zrozumienia, że buteleczka jest prawie pusta… Dziewczyny pytają mnie na okrągło, co to za zapach, dosłownie chodzą z nosem przy mojej szyi, a jeden pan stwierdził, że to taki magiczny zapach jest, że przyciąga i jest jednocześnie słodki, lekki i „przytulasty”. Jak facet coś opisze, to się nie idzie w tym połapać 🙂

To by było na tyle. Wiecie już czym się psikać, żeby pachnieć przytulasto, kto naprawdę zasługuje na wszystkie Oscary świata, do czego tańczyć, żeby się czuć jak zwycięzca Tańca z Gwiazdami i że nie jesteście alkoholikami dopóki nie chodzicie na meetingi AA. Gdzie byście się dowiedzieli tego wszystkiego, gdyby nie ja? 😉

Buziaki,

Peggy

Advertisements

5 thoughts on “I adore! – odsłona I

  1. Też kocham Ala! Co prawda za „Adwokatem Diabła” nie przepadłam, ale po pierwszym obejrzeniu „Zapachu kobiety” cały dzień katowałam ten filmik z tango na YouTubie 🙂

  2. Pingback: Wspomnienia z niepamięci – odsłona I | Music that rocks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s