Moje ostatnie odkrycia, obiecane zdjęcia i „Co słychać u Peggy?”

Jak leci, dzieci? 🙂

Ha. Bo ja już dzieckiem nie jestem. Znaczy już od dłuższego czasu nie byłam, ale teraz to już tak oficjalnie. Tak, że mogę swój własny, osobisty dowodzik mieć i tatusiowi kupić na urodziny whiskey, na ten mój własny, osobisty dowodzik. Ale nie o tym.

Czemu mnie znowu długo nie było? Bo przez pierwsze 2 tygodnie maja świętowałam. Dosłownie cały czas. Potem odpoczywałam po świętowaniu. A potem to nie wiedziałam o czym napisać, a potem to były Juwenalia i Zabili Mi Żółwia, i pogo do „Wiosny”, i zdarte gardło od krzyczenia „Hej bejbe, wyglądam jak King Kong! Spod mięśni nie widać rąk i ptaszka!… PTASZKA, PTASZKA, PTASZKA, PTASZKA!!!!”, i tańczyłam w klubie „Single Ladies” Beyonce i nawet nie wiem kiedy jakiś facet zaczął tańczyć ze mną, i poznałam chłopaka o dwóch twarzach. Taka scena:

Rynek, chodnik pod sklepem monopolowym, godzina – około 2 w nocy. Po zakupie prowiantu na dalszą zabawę wychodzimy ze sklepu, a tam dwóch takich, co by pewnie mogli ukraść wszystko. No i gadka szmatka.

„Jak macie na imię, a bardzo ładne imiona, a papieroska może? Nie? Słusznie, brzydki nałóg, grzeczne jesteście. Nie jesteście? A to nawet lepiej…  Ale musicie poznać Andrzeja! Andrzej! ANDRZEEEEJ!!!”

No i Andrzej przyszedł. Mocno wstawiony okularnik, typ filozofa „po piwnego”, wyciąga do nas rękę i z pewną nutą nonszalancji mówi: Łukasz jestem.

A potem znowu odpoczywałam, bo spotkanie z Andrzejem Łukaszem, śpiewanie z ulicznym akordeonistą na cały głos „Żony nie dałem, żonę wziąłeś sobie sam!” i generalnie taki mój mały Kac Vegas, trochę mnie zmęczyły.

A potem usłyszałam taką jedną piosenkę i pomyślałam, że o tym mogę już napisać, bo niemiłosiernie wpadła mi w ucho i zakorzeniła się gdzieś w okolicy młoteczka, jeśli dobrze  z biologii pamiętam, że w uchu coś takiego jest.

To jakiś nowy kawałek jest, zespołu też jakoś nie kojarzę. Usłyszałam jakieś trzy dni temu w Xfm. Ładne to, po prostu.

Ale, ale! Jest jeszcze coś. Niby nie nowe, ale ja dopiero teraz odkryłam, chociaż zespół Yeah Yeah Yeahs znam.

To tak a propos szaleństwa, co to się w nie ostatnio pakuję, bez cienia odpowiedzialności, co w sumie nie przystoi, bądź co bądź, dorosłej już osobie. Ale jedyne co mam ostatnio w głowie to: ZAPOMNIJ. Zapomnij dziewczyno, przestań pamiętać, idź dalej. A żeby zapomnieć to trzeba się czymś zająć. Moja pierwsza myśl – nauka. Zostań mistrzem. Wszystkiego!  Ale po wykuciu kilku słówek z hiszpańskiego, odpuściłam sobie i stwierdziłam, że prościej wyjść z domu i mieć wszystko gdzieś, przynajmniej na jedną noc. A jak potem w niedzielę rano wracałam skacowana autobusem (wspomnę tylko jeszcze, że prosto z autobusu, tak jak stałam, w tych samych ciuchach, w których poznawałam uroki życia 18-latki, poszłam sobie na sumę do kościoła i Bóg mi świadkiem, że jak ksiądz zawodził przez 5 minut jedną frazę – „Módlmy się!”, zmieniając na każdej niemalże sylabie ton głosu, to miałam ochotę rzucić w niego puszką po piwie, którą znalazłam w torebce), w telefonie na zapętlaniu słuchałam tego. Ta piosenka to w ostatnim czasie jakby mój hymn. Więc poniżej wrzucam jeszcze tekst. So true.

I drink to remember, I smoke to forget
Some things to be proud of, some stuff to regret
Gone down some dark alleys in my own head
Something is changing, changing, changing

I go back to Clifton to see my old friends
The best people I could ever have met
We skin up a fat one, hide from the Feds
Something is changing, changing, changing

So I kiss goodbye to every little ounce of pain
Light a cigarette and wish the world away
I got out, I got out, I’m alive and I’m here to stay
So I hold two fingers up to yesterday
Light a cigarette and smoke it all away
I got out, I got out, I’m alive and I’m here to stay

He’s down in the kitchen, drinking White Lightning
He’s with my momma, they’re yelling and fighting
It’s not the first time, they’re praying for silence
Something is changing, changing, changing

So I kiss goodbye to every little ounce of pain
Light a cigarette and wish the world away
I got out, I got out, I’m alive and I’m here to stay
So I hold two fingers up to yesterday
Light a cigarette and smoke it all away
I got out, I got out, I’m alive and I’m here to stay

There’s a story for every corner of this place
Running so hard you got out but your knees got grazed
I’m an old dog but I learned some new tricks yeah

So I kiss goodbye to every little ounce of pain
Light a cigarette and wish the world away
I got out I got out I’m alive and I’m here to stay
So I hold two fingers up to yesterday
Light a cigarette and smoke it all away
I got out I got out I’m alive and I’m here to stay

Hey, hey it’s fine
Hey, hey it’s fine
Hey, hey it’s fine
I left it behind

Dobra. Jest jeszcze parę kawałków, o których chciałam wspomnieć, ale późno już, a mam jeszcze obiecane zdjęcia wstawić.

Proszę bardzo. Piękny Budapeszt, miasto, które zdobyło moje serce.DSC03591DSC03592DSC03597

My beautiful pictureDSC03573DSC03547DSC03551DSC03577DSC03589DSC03554Mam  ich oczywiście o wiele, wiele więcej, ale po 1. na większości jesteśmy my, czyli ja i reszta wariatów, a po 2. nie mam cierpliwości, żeby wgrać więcej :p

A więc pa.

Peggy

Reklamy

3 thoughts on “Moje ostatnie odkrycia, obiecane zdjęcia i „Co słychać u Peggy?”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s