What doesn’t kill you… makes you smile in the end :)

Wracam. Wracam na bloga, wracam do życia, wracam do siebie 🙂 Trochę mniej głupia, trochę mniej naiwna, trochę mniej ufna i mimo wszystko pewna, że ja to jednak jestem z najwyższej półki, laska, jak się patrzy i człowiek raczej dobry niż zły, więc zasługuję na to, co najlepsze 😉 I właśnie to zamierzam brać od życia. Żadnych kompromisów. Żadnego mówienia, że w sumie to może być, bo przecież mogłoby być gorzej. Ma być najlepiej jak się da, z tym, że tym razem, będę wymagać na odmianę od innych, a nie tylko do siebie.

Ta piosenka już pojawiła się na tym blogu, w poście o piosenkach, które budzą we mnie zwierza (klik). Pomogła mi bardzo, bo za każdym razem kiedy ją słyszę, autentycznie, nabieram pewności siebie. Nie wiem czym to idzie, ale działa świetnie.

Mam ochotę dużo pozmieniać. Kupiłam dużo nowych ubrań. Planuję zmienić (po raz pierwszy) kolor włosów. To niby nic takiego, ale myślę, że dziewczyny mnie zrozumieją. Chcę się skupić na tym, co lubię. Chcę regularnie dodawać wpisy. Nieważne, długie, czy krótkie. Po kolejnej przerwie, zauważyłam, że ja to NAPRAWDĘ lubię i robi mi to dobrze 😉 Kiedy mam dość ludzi (często się zdarza…) blog może być dla mnie taką formą kontaktu ze światem. Mam poczucie, że robię coś fajnego, nawet jeśli to co pisze przeczytają 3 osoby na miesiąc ;p

Tak więc moim planem jest realizacja planów 😀 Musze znaleźć kartkę z postanowieniami noworocznymi i jakoś się z nich rozliczyć. Nie myślałam, że Wam to kiedyś powiem, ale jestem Włosomaniaczką. Codziennie przeglądam blogi o tej tematyce. Np. blog Anwen, od którego wszystko się u mnie zaczęło (kilk). Generalnie polecam. Oprócz tego, że moje włosy nigdy nie wyglądały tak dobrze, jest to już trochę moje hobby. Sprawia mi radochę, tak samo jak pisanie. Ale co ja o włosach pisze…

Najważniejsze. Paradoksalnie, po tym, jak dostałam trochę po dupie, mam większy głód świata, niż kiedykolwiek. A pewna osoba, która choć znała mnie krótko, idealnie mnie rozpracowała, powiedziała, że ja to bym do zakonu pójść nie mogla „bo mam głód”. Zapytałam, czy może chodzi mu o głód seksualny. A on, że też ;p Ale przede wszystkim, o głód świata właśnie. I wiarę w ludzi (niestety czasem przechodzącą w naiwność, ale już będę uważać, obiecuję no 🙂 )

To ja się biorę teraz za ogarnianie festiwalów w tym roku. Marzy mi się Opener. Faaajno by było. Ale chyba nie wyjdzie. Będę musiała poczekać jeszcze rok, może 2.

Marzą mi się wakacje w ogóle. Mam zamiar szaleć jak nigdy. Jechać gdzieś daleeeko. Chcę się po raz pierwszy w życiu uchlać do nieprzytomności, chcę się opalać nago, chcę pocałować jakiegoś pięknego nieznajomego, chcę zarobić pierwsze w swoim życiu pieniądze, chcę zdać prawo jazdy, zacząć chodzić w sukienkach, kupić sobie więcej koszul w panterkę i więcej czarnych rurek (bo przecież 4 pary to za mało -.-  ). Chcę zrobić wszystko to, czego do tej pory się bałam. I chcę o tym tu napisać, w towarzystwie dobrej muzyki i za aprobatą niegrzecznych gwiazd rocka popijających wódkę colą.

Buziaki ;* Peggy

P.S.: Biorę się za czytanie Waszych blogów. Jest kilka takich, które czytałam w miarę regularnie, ale ostatnio to zaniedbałam. A szkoda, bo dzięki Wam otwieram się na nowe gatunki muzyki, poznaję piosenki, których w sumie wstyd nie znać i odświeżam sobie te, które już znam, ale jakoś mi się po drodze zgubiły 🙂

Advertisements

6 thoughts on “What doesn’t kill you… makes you smile in the end :)

  1. Witaj. Dziękuję za komentarz u mnie. Rozumiem, że chcesz mi pomóc, jednak ja nie mam nadziei. Nie wierzę, że kiedyś będzie lepiej. Dla mnie to tylko puste słowa. Ja nie mam rodziny, traktowali mnie jak najgorszą dziwkę. Wyrzekłam się ich. Nie mam przyjaciół. Nie są mi potrzebni tacy fałszywi ludzie jakich miałam kiedyś wokół siebie. Oprócz tego jestem lesbijką co też nie podoba się wielu osobom, słucham metalu, ubieram się na czarno, jestem antychrystką. To sprawia, że nikt mnie nie toleruje. Jestem wyrzutkiem, śmieciem. Wiele razy próbowałam skończyć z moim życiem. Noszę na ciele wiele ran, ale w sercu jeszcze więcej. Ja nie mam tyle optymizmu co ty. Wiem, że lepiej już na pewno nie będzie. Nie będzie dobrze. To tylko puste słowa…

  2. Pingback: Bo trzeba się w końcu wyleczyć. | Music that rocks

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s