Lana Del Rey, Muse, Coldplay i Florence, czyli co nowego?

from azrabegzadic.deviantart.com

Różni ludzie, różnie podchodzą do, wydawałoby się, całkiem zwyczajnych spraw, jak np. zmiana pór roku. Teraz czas kolejnej takiej zmiany.

Dla niektórych najbardziej poetycka i piękna. Dla innych jest to jedynie okres wzmożonego smarkania się i ograniczonego wychodzenia z domu, co nie jest zbyt poetyckie.

Jesień wkracza coraz pewniej i zdaje się, nic nie robi sobie z wszelkich złorzeczeń. Ale przecież ta pora roku, oprócz spadku temperatury i generalnie niezbyt przyjemnej aury (szczególnie u nas, w Polsce), oznacza także nowy sezon w modzie. Przeglądając wrześniowe Elle, które praktycznie w całości poświęcone jest trendom na najnowszy sezon, pomyślałam sobie, że może dobrze by było napisać post o nowościach. Tych muzycznych, oczywiście. Wszak jest to blog muzyczny i chociaż modą się interesuję, nie czuję się na siłach aby o niej pisać i na tym polu ustępuję miejsca koleżankom szafiarkom i innym.

Nowości w muzyce to nie trendy. Generalnie nie ufam zespołom ani wokalistom, na których akurat jest moda (przykład to One Direction – wszędzie tego pełno, a ja dalej nie wiem o co chodzi i nie jestem też w tym względzie zbyt dociekliwa). Nowości muzyczne to przede wszystkim oczekiwane premiery płyt, singli, ale i parę ‚newsów’.

Matthew Bellamy – kadr z klipu do „Madness”
from comeinmycaaaaaaaaave.tumblr.com

Na początek coś dla fanów zespołu Muse. Nowy album, The 2nd Law, ma się ukazać 1 października, a 20 sierpnia miała miejsce premiera singla z tejże płyty, pt. Madness (czyli ‚szaleństwo’). Nastąpiło poruszenie 🙂 Niektórzy porównują utwór do brzmienia jakie miało Queen, w latach 80. Chris Martin z Coldplay, powiedział:

Byłem na ich pierwszym koncercie 13 lat temu. Jestem dumny mogąc powiedzieć teraz,że uważam to [Madness] za ich najlepszy utwór.

NME pisze, że w Madness, panowie z Muse wzięli na warsztat definicję hałasu muzyki basów i użyli do stworzenia ‚soft rock sex music’. To, co na początku może się kojarzyć z dubstepem, w rzeczywistości jest świetnym rockowym singlem, który jest jednak bardziej melancholijny od utworów, z którymi zespół był kojarzony do tej pory (Supermassive Black Hole, chociażby 🙂 ). Coś koło 5 września (ostatnio jestem dość zakręcona) ukazał się też oczekiwany klip do utworu.

Skoro już wspomniałam o Chrisie Martinie.

19 września, Stadion Narodowy, Coldplay. Brzmi cudownie, czyż nie?

Niestety nie będzie mi dane posłuchać tych jakże uroczych Brytyjczyków na żywo, w tym jakże majestatycznym obiekcie, ale sam fakt ich przyjazdu do Polski cieszy mnie niezmiernie. Podejrzewam, że jeszcze przed tym cudownym dniem zdążę napisać post o zespole, ale generalnie nic nie obiecuję, bo z czasem u mnie krucho ostatnio.

Jak to śpiewa mój bóg, Noel Gallagher – Everybody’s on the run.

from oleolecoldplay.tumblr.com

A poniżej mój ulubiony, albo jeden z ulubionych utworów Coldplay, Violet Hill, grany na żywo. Uwielbiam ten moment, kiedy Chris skacze w rytm melodii, jednocześnie grając na gitarze. Zwróćcie uwagę 😉 A ta atmosfera… Ah, ci Brytyjczycy. Tylko oni potrafią w taki sposób przeżywać razem muzykę (Glastonbury, chociażby).

Ciarrrrki.

A teraz coś o kobiecie, która zaraz po pojawieniu się w mediach zaczęła wzbudzać kontrowersje. Lana Del Rey. Jedni ją kochają, inni nienawidzą. Jedni uważają, że jest ikoną stylu, inni, że zamiast pozować w najnowszej kampanii H&M, powinna się zająć nauką śpiewu.

Kim tak naprawdę jest Lana? Czy jest to super utalentowana dziewczyna, która jest piękna z natury? Czy może, jak uważają niektórzy, córka miliardera, która miała w dzieciństwie marzenie o byciu piosenkarką, wytwór koncernów płytowych, zaprogramowany na zarabianie pieniędzy, z wygładzonymi komputerowo głosem i chirurgicznie urodą? Ja nie wiem.

okładka płyty „Born To Die”
from stereogum.com

Płyta Born To Die spodobała mi się, chociaż nie jest rockowa, ale popowa. To nastrojowe piosenki, które dobrze sobie puścić, np. przed romantyczna randką, czy coś. Kompletnie nie podoba mi się za to Lana na żywo.

Kiedy wokalistka wystąpiła w jednym z najpopularniejszych programów rozrywkowych, Saturday Night Live, występ ten został określony przez prowadzącego, Briana Williamsa, „jednym z najgorszych w historii programu”. Lana odwołała wtedy trasę koncertową po USA, ponieważ „nie jest gotowa” i ogłosiła, że nie nagra już żadnej płyty.

Mimo to, ma się odbyć koncert w Polsce, 14 września, w Teatrze Narodowym. Jest to impreza zamknięta, ale retransmisję będzie można zobaczyć w TVP. Co skusiło Lanę do tego występu, skoro ostatni nie przyniósł jej nic dobrego, a jedynie rady w stylu „less posing, more singing”? Tego też nie wiem. Być może Lana stwierdziła, że już jest gotowa.

Ale nie tylko z powodu tego koncertu o niej piszę. Robię to, ponieważ została kobietą roku, wg. magazynu GQ, a ponieważ jest to magazyn dla panów, panie występują w nim nago, albo prawie nago. I tak też wygląda sesja Lany.  Zdjęcia są piękne, Lana jest piękna. Ale… Znowu zaczęły się pojawiać pytania, czy piosenkarka, która jest kojarzona raczej ze środowiskiem indie, a jej popularność tłumaczona jest wpisaniem się w trend na hipsterstwo, będzie traktowana poważnie, skoro na okładce występuje jedynie w makijażu i biżuterii?

Ja nie chcę jej oceniać. Pokazuję Wam tylko dwa punkty widzenia. Nie zapominajmy, że Lana sama pisze swoje utwory. A że jest może trochę sztuczna, albo nie idzie jej śpiewanie na żywo – nie dla wszystkich jest to ważne. Ocenę pozostawiam Wam.

A poniżej Video games, w wersji studyjnej, oraz tej ze wspomnianego wcześniej programu (udostępnianie tego filmiku na stronach zostało wyłączone, więc podaję tylko link). Czy było aż tak źle? Sami porównajcie. I dodatkowo moja ulubiona piosenka panny Del Rey – Blue Jeans. (piękny klip)

Video Games  On The Saturday Night Live

Co nowego jeszcze?

Florence Welch, z Florence + The Machine powiedziała, że planuje przerwę na rok, ponieważ wytwórnia nie naciska na nią i może wydać kolejną płytę kiedy chce, ale później powiedziała także, że gotowy krążek ma już napisany… w swojej głowie. Mam nadzieję, że będzie, jeśli nie tak samo dobry, to lepszy od cudownego Ceremonials.

A to przepiękny, PRZEPIĘKNY utwór z Ceremonials właśnie. Mroczne i rozdzierające duszę (przynajmniej u mnie) Spectrum.

To tyle na dzisiaj. Generalnie powinnam teraz robić notatki do szkoły o romantyzmie, Heglu i wiecznie cierpiącym Werterze, ale taka tematyka pasuje mi bardziej 😉

Życzę udanego (i jak najwolniej upływającego) weekendu 🙂

Mam nadzieję, że w tym roku jesień będzie piękną, pogodną panią.

from alicebaby.tumblr.com

Reklamy

7 thoughts on “Lana Del Rey, Muse, Coldplay i Florence, czyli co nowego?

  1. Na żywo niestety Lana wypada słabo. Dlatego wolę słuchać studyjnych wersji piosenek z „Born to Die”. I to kocham 😉

    Zapraszam na nowy post na The-Rockferry.blog.onet.pl

    • Oczywiście, że z Ceremonials. Błąd rzeczowy, sorry. Już poprawiam. Pisząc tego posta robiłam jeszcze parę innych rzeczy więc byłam trochę roztargniona. Jeśli zauważysz jeszcze jakieś błędy, daj znać. Dzięki i pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s