O Peggy Brown.

Pomyślałam,że pierwszy wpis powinien być o początku. A zatem…

Moja przygoda z muzyką, w sensie świadomego jej słuchania, nie rozpoczęła się tak jak w większość przypadków. Jako małe dziecko nie miałam okazji słuchać starych winyli moich rodziców, ponieważ oni także takowych nie słuchali, a kiedy dzisiaj krzyczę ‚przełączcie to radio, bo to nie tylko sama komercja, ale komercja bez gustu!’, odpowiadają ze spokojem ‚ale nam się podoba’.

Z powodu takiego, a nie innego stosunku moich (skądinąd kochanych) rodziców do muzyki, w moim domu nie było zwyczaju nagrywania radiowych audycji typu Trójkowego, czy jakiegokolwiek innego.Nie dorastałam otoczona głosem pana Niedźwieckiego czy Kaczkowskiego. Tata nie zabierał mnie na koncerty, a kiedy podrosłam na tyle, że sama zapragnęłam na nie chodzić, kategorycznie mi tego zabraniał. A w zasadzie wciąż zabrania 🙂

Jak więc stało się to, że naprawdę pokochałam muzykę? Otóż zaczęło się od pewnej panny imieniem Peggy.

Zawsze lubiłam, kiedy tłem moich codziennych zajęć była muzyka. Nie zwracałam jednak zbytnio uwagi na to, jaka. Mimo wszystko, jako otoczona dźwiękami miałkiego popu, pseudo-rapu i ludowych przyśpiewek, które sączyły się z głośników każdego radia w promieniu kilku kilometrów (taki region :), wciąż miałam w pamięci programy muzyczne typu ’30 ton’, które oglądałam, gdy byłam małym dzieckiem, a robiłam to, bo akurat leciały w telewizji, a mnie się nudziło. Nie podobała mi się jednak ta dziewczyna z czerwonymi włosami, wykrzykująca coś o tym, czy było warto kochać do bólu, a głos mężczyzny, śpiewającego o długości dźwięku samotności wręcz mnie przerażał. To jednak w tym głosie tak niespodziewanie się zakochałam.

Miałam czternaście lat. Był środek nocy, a ja wciąż nie mogłam zasnąć. Włączyłam więc radio stojące na stoliku obok łóżka. Nie pamiętam jaka to była stacja. Ale pamiętam dokładnie, jak bardzo zachwycona byłam, kiedy mężczyzna, który jak potem się dowiedziałam nazywa się Artur Rojek, a którego głosu przecież nie znosiłam, śpiewa o ciemnowłosej dziewczynie, której piersi są twarde i białe. Śpiewał o Peggy Brown.

Następnego dnia zaczęłam buszować po internecie aby dowiedzieć się wszystkiego o zespole Myslovitz, który przecież wcześniej kojarzyłam, ale ich piosenki zmieszane z resztą muzyki z ‚popularnego’ radia zupełnie na mnie nie działały. Dzisiaj znam na pamięć większość ich kawałków, miałam też okazję popłakać się gdy po raz pierwszy usłyszałam na żywo nie tylko ‚Peggy’, ale także moich ukochanych ‚Sprzedawców marzeń’ i ‚Chłopców’ oraz śpiewać z tłumem ‚I nawet kiedy będę saaaaam…’. Niestety od jakiegoś czasu Myslovitz, to nie było już TO Myslovitz i w końcu stało się to, co stać się musiało. Najbardziej charakterystyczny członek zespołu odszedł.

Nie mogę powiedzieć, że w ogóle się tym nie przejęłam. Płakałam jak bóbr, po tym jak w Trójce oficjalnie ogłoszono, że Rojek nie jest już wokalistą Myslo, a potem w ‚Offensywie’ przez dwie godziny leciały ich dobre, stare kawałki. Tylko, że ja, już jakiś czas wcześniej, stałam się brytyjską dziewczyną. Nie znaczy to, że przestałam doceniać dotychczasowy dorobek chłopców z Mysłowic. Po prostu poszłam do przodu.

I jak do tej pory się nie zatrzymuję 🙂 Odkrywam coraz to nowsze zespoły, śledzę zagraniczne portale muzyczne, słuchając oczywiście wciąż naszej polskiej Trójki, dzięki której to odkryłam swoją fascynację rockiem brytyjskim, który, jak dla mnie, jest najlepszy.

Nie mówię nawet o The Beatles czy The Rolling Stones. Oczywiście, to są fundamenty. Ale ja wolę tak na świeżo.W języku ludzi, którzy są młodzi dzisiaj. Ogólnodostępność muzyki i brak aury tajemnicy, jaka otaczała dawniej gwiazdy rocka, sprawia, że dzisiejsze zespoły nie są już tak posągowe. Noel Gallagher powiedział:

Bylibyśmy [Oasis] dziś zespołem tak znanym jak Kasabian. Gdyby z kolei oni grali w latach 90-tych byliby mega popularni. MEGA. Ścigaliby się o popularność z Oasis. Dziś – jest, jak jest.’

Otóż to. Dlatego też tak bardzo denerwuję się, kiedy słyszę te wszystkie komentarze o tym, jak można zachwycać się takimi zespołami jak Arctic Monkeys, Franz Ferdinand, czy Kasabian właśnie. Ano można. To muzyka tak samo dobra jak ta kiedyś, tyle że, niestety, wartość muzyki ogólnie spada. To tak samo jak z pieniędzmi. Kiedy ma się ich mało, ceni się każdą złotówkę, ale im człowiek ma ich więcej, tym mniej się nimi przejmuje.

Tak więc nie prześcigajmy się kto słucha lepszej muzyki, za wskaźnik tej ‚lepszości’ mając tylko datę jej powstania. Wartościowe rzeczy są tworzone cały czas. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie szukać 🙂

         Cytat pochodzi z:

Advertisements

8 thoughts on “O Peggy Brown.

  1. Taa…Myslovitz to jest coś ;D.Kawałek dobrej polskiej muzyki.Takich zespołów już prawie nie ma a szkoda.A Snowman wcale nie jest taki zły na żywo.Co prawda nie to samo co Rojek,ale daje radę.Dobrze wiedzieć,że jest jeszcze ktoś słuchający dobrej muzyki ;D

    • Pewnie, że Snowman nie jest zły 🙂 Ale mimo wszystko głos Kowalonka nie działa na mnie tak jak głos Rojka. Przynajmniej nie w kompozycjach Myslovitz, bo w projektach Snowmana jest świetny. Pozdrawiam 🙂

    • Przecież Brytyjczycy są taaacy uroczy 🙂 Co prawda mój chłopak się zżyma, że to są tacy grzeczni chłopcy, że charakteru nie mają i że on woli irlandzkie granie, ale co on się tam zna :p

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s